ŚWIAT    PROBLEMÓW       grudzień 2006 

Koncert "Wdzięczni za trzeźwość"

         Tradycja nie ogranicza się do Warszawy, bo gości z daleka było co niemiara, chociaż warszawiacy też dopisali. Już chyba dwa tygodnie przed IV koncertem "Wdzięczni za trzeźwość" wszystkie bilety zostały wyprzedane. Miejsc było 600, tym razem bowiem koncert odbywał się w modnym klubie "Dekada". Od piątej do do ósmej, a w praktyce do dziewiątej wieczorem słuchaliśmy grania i śpiewania starych przyjaciół i nowo poznanych talentów.

Śpiewały więc pięknie i lirycznie panie : Dorota Osińska, Małgorzata Czajka, i ulubienica środowiska abstynenckiego, Ania Pietrzak..

Jak zawsze w jej wykonaniu "Desiderata" wyciskała łzy z oczu. Ptzywykliśmy już do tego, że niezwykła Ania prezentuje się w  dwóch postaciach: w repertuarze abstynenckim i z reaktywowanym zespołem Partita. Dynamiczna klasyka w ich wykonaniu podrywała wszystkich do ruchu tak samo, jak rockowe granie Piotra Nagiela z zespołem Sto%.

Wszystkich nie sposób wymienić, dodam więc jeszcze, że z niedosytem zostawił mnie prześmieszny kabaret Zyzgzak (a gdyby tak kiedyś dać im nie 6 minut, a 20/). Może w ogóle wątek kabaretowy na koncertach "Wdzięczni za trzeźwość' mógłby być bardziej rozbudowany . I coś z przeciwległego bieguna : Podniosły wiersz Jana Pawła II, recytowany przez Roberta Kuszewskiego - też bardzo dobrze "trafiony" punkt programu.

          A w ogóle poezji było bardzo dużo i dobrej, oczywiście dzięki Wiktorowi Osiatyńskiemu. Wiersze mówione przez niego trafiały prosto do serca. Jego ciepły, pełen humoru, poetycki styl prowadzenia koncertu miał jeszcze ogromną zaletę: ani przez chwilę nie opuszczała nas dzięki Wiktorowi atmosfera trzeźwości i głębokiej satysfakcji życiowej, jaką ona niesie. Szczególnym akcentem było powracające wspomnienie restauracji "Słoneczna", gdzie nasz cudowny konferansjer bywał w zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze pił.

Dzięki temu chyba wszyscy alkoholicy obecni na sali i ich bliscy mogli przypomnieć sobie, jak zupełnie inne było kiedyś ich życie.

          Na zakończenie o dawnej "Słonecznej", czyli "Dekadzie" słów kilka. Moim zdaniem wnętrze klubowe do tego rodzaju koncertu po prostu się nie nadaje. Wszyscy chcą widzieć i słyszeć, nastrojowe oświetlenie nie jest potrzebne, a już dopuszczalność palenia papierosów mnie osobiście załamała. Dlatego prośba do organizatorów - dzielnego klubu Mawik G'Baron i osobiście do Wiesia Kuszewskiego, ogromnie zasłużonego dla realizacji pomysłu trzeźwego i wdzięcznego koncertowania - o wybieranie na przyszłość raczej sali teatralnej albo koncertowej. Chociaż jasne jest, że my przyjdziemy wszędzie. Bo środowisko trzeźwościowe Warszawy i bardzo szeroko pojętych okolic pokochało ten koncert.

ANNA  DODZIUK